niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 11

Nath założył Ci opaskę na oczy i prowadził.... Kurna... gdzie on cię prowadził.??? 
- Nogi mnie już bolą - nie dość, że miałaś jeszcze małe problemy z kolanem po bójce to jeszcze ciągle się o coś potykałaś z tą opaską. Nagle powiedział coś, że masz uważać, bo są schody. Pomyślałaś, że może chce Cię przedstawić reszcie zespołu i prowadzi Cię do studia czy coś. Jedno przeczucie cię nie zmyliło... Nathan zaczął szukać czegoś w kieszeni- wiedziałaś, bo opaska lekko Ci się zsunęła i kątem oka widziałaś pewne rzeczy- w końcu wyjął klucze. Zamknęłaś oczy żeby się nie skapnął, że wszystko widzisz. Po chwili poczułaś, że delikatnie rozwiązuje Ci przepaskę. Usłyszałaś szepty które były niedaleko. Gdy otworzyłaś oczy Nath krzyknął:
-Suprise.!!!
Nagle zza kanapy wyskoczyła grupka ludzi. Podejrzewałaś, że to właśnie była reszta zespołu. Była tam też jakaś dziewczyna.
- Ten łysy to Max, a obok jego dziewczyna- Michelle. Obok stoi Sevv, następnie Tom i Jay. Michelle pomogła nam to wszystko zorganizować. Brały w tym też udział dziewczyna Sivy i Tom'a, ale nie mogły tutaj być...
Wszyscy uśmiechali się do Ciebie z wyjątkiem Jay'a.  Miałaś wyrzuty sumienia. Bałaś się jak Jay zareaguje na to wszystko. Ale teraz miałaś ważniejszy problem.
- Możecie mi powiedzieć o co tu chodzi.? - po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nath kupił Ci mieszkanie.! - wyjaśnił Tom.
Zamurowało Cię. Znałaś chłopaka tylko jeden dzień, a on kupuje Ci mieszkanie.?!?!?
- Że co.??? - tym razem skierowałaś się do Natha podczas gdy reszta towarzystwa włączyła muzykę i zaczęli tańczyć i się wygłupiać.
- Nie podoba Ci się.? - odparł zrezygnowany.
- Podoba, ale z jakiej racy ty kupujesz mi mieszkanie.!?!?!
- Bo ja....yyy...nooo...
- No powiedz.!
- Bo ja cię kocham.! - najwyraźniej bał się jak zareagujesz, bo odwrócił wzrok.
- Znamy się jeden dzień.!
- Ale od razu jak Cię zobaczyłem na przystanku to nie mogłem od Ciebie oderwać wzroku - złapał Cię delikatnie za ramiona - jesteś zupełnie inna. Większość dziewczyn związuje się ze mną dla pieniędzy, a ty nawet nie wiedziałaś kim jestem. To było dla mnie coś nowego...
Nie wiedziałaś co powiedzieć. Patrzyłaś na niego swoimi zielono-niebieskimi oczami i zastanawiałaś się nad tym co ty do niego czujesz.
- Ja też Cię kocham. - przytuliłaś go, ale przypomniałaś sobie o Jay'u i lekko się odsunęłaś - Ale nie mogę tu zamieszkać. Nie dlatego, że mi się nie podoba, tylko nie mogę pozwolić na to by ktoś wydawał tyle pieniędzy na coś co jest tylko moim kaprysem.
- Nie masz nic do gadania. Twoja ciocia jutro przyjedzie z resztą twoich rzeczy, a ja.... - nie zdążył skończyć, bo podbiegła Michelle i pociągła w stronę drzwi.
- A wy gdzie.?- zapytał oburzony Nath.
- Na zakupy.!- krzyknęła dziewczyna ''tego łysego'' i już byłyście na klatce schodowej. Po chwili byłyście już w drodze do centrum handlowego. Zaczęłyście rozmawiać ze sobą tak jakbyście znały się od wieków.  Kilkanaście minut później byłyście już w sklepie....
W tym samym czasie.....
- Czemu się nie odzywasz.?  Cały czas siedziałeś bez słowa i teraz też nie zamierzasz niczego powiedzieć.?
Nathan próbował jakoś wycisnąć z Jay'a chociaż najmniejsze słowo. W twoim mieszkaniu się nie odzywał i w samochodzie najwyraźniej też nie miał zamiaru. Nath ostro pogrywał i coraz bardziej denerwował Jay'a. Stracił nad sobą panowanie. Sam nie wiedział czemu tak się zachowywał. Przecież to był jego przyjaciel, a on jak jakiś palant się na niego wydziera. Po chwili Jay odwrócił się w stronę Natha i walnął mu z liścia. Można się było domyślić, że wtedy stracił kontrole nad kierownicą. Samochód wpadł w poślizg. Jay gwałtownie zahamował i wpadli do rowu. Samochód walnął w drzewo. Przednia szyba roztrzasła się na drobne kawałeczki. W wypadku mocnego uderzenia Nathan wypadł przez przednią szybę i wylądował na masce samochodu. Chłopak zginął na miejscu.

~ The End ~

______________________________________________
Skończyłam opowiadanie. Jak chcecie żebym dalej pisała opowiadania to komentujcie. ten ostatni rozdział dedykuję Marcie. <3<3<3 Kocham wszystkich, którzy czytali tego bloga i życzę udanych wakacji ;*

Rozdział 10

Wymieniłaś się z Vale numerem telefonu i wróciłaś do domu. Byłaś tak zajęta obmyślaniem zemsty, że zapomniałaś o Nathanie. Gdy doszłaś do domu zobaczyłaś samochód cioci. Wbiegłaś do domu jak oszalała. Wiedziałaś gdzie szukać cioci i dlatego od razu udałaś się do kuchni. Zatrzymałaś się jednak, bo twoja ciocia chyba miała gościa. Przysunęłaś się do drzwi i zaczęłaś się wsłuchiwać. Usłyszałaś coś o bezpieczeństwie i przeprowadzce. Uświadomiłaś sobie, że to był głos Natha. Nie wiedziałaś czy masz wejść do kuchni i zacząć na niego krzyczeć, czy wejść, przywitać się i spytać o czym rozmawiają. Postanowiłaś jednak nic nie robić. Po chwili usłyszałaś, że ktoś podchodzi do drzwi. Spanikowałaś i pobiegłaś do swojego pokoju. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi, rzuciłaś się na łóżko i zaczęłaś płakać w poduszkę. Po chwili ktoś usłyszałaś bieg po schodach. Odwróciłaś głowę w stronę drzwi- nawet nie zdążyłaś otrzeć łez- do pokoju wszedł Nath i twoja ciocia. Gdy zobaczyli, że płaczesz w ich oczach również pojawiły się łzy. Miałaś ochotę podejść do niego i powiedzieć mu to co sądzisz o takich chłopakach jak on. Minęło już kilkanaście sekund, a oni ciągle stali i wbijali w ciebie swój wzrok. Wstałaś, podeszłaś do chłopaka. Wolałaś uniknąć jego spojrzenia, dlatego spuściłaś głowę na dół. Już miałaś to zrobić... Już miałaś mówić..... Ale nie udało Ci się. Zakręciło Ci się w głowie i upadłaś na ziemię,prosto przed Natha.
                                       
                                                       * * * * * * * * * *
I historia zaczęła się od nowa. Obudziłaś się w szpitalu, obok Ciebie był Nathan- tym razem nie leżał na łóżku szpitalnym, tylko klęczał przy twoim łóżku ściskając twoją dłoń- do ręki miałaś podłączoną kroplówkę.... ''Znowu w tym szpitalu..'' Pomyślałaś. Uświadomiłaś sobie, że jesteś nikim i że nie potrafisz niczego zrobić sama. Miałaś dużo więcej temperamentu gdy byłaś małą dziewczynką. Myślałaś, że dla takich ludzi jak ty jest tylko jedno miejsce- psychiatryk. Patrzałaś w sufit i rozmyślałaś jakie to bezsensowne jest twoje życie. Nathan i ciocia mówili do ciebie na darmo, bo ty i tak ich nie słyszałaś. Myślami byłaś daleko poza szpitalem i rzeczywistością. W końcu wróciłaś na ziemię. Spojrzałaś na ciocię, potem na chłopaka. W ich oczach ciągle tkwiły łzy. Nathowi zaczęły one spływać powoli po policzku. Usłyszałaś tylko jedno, krótkie ''Przepraszam'' za strony Natha. Miałaś ochotę mu przywalić, ale jednak go przytuliłaś.
- Ale za co.? To ja zawiniłam.- przytulałaś go coraz mocniej.
- Jestem idiotą.! gdybym nie zostawił Cię samej w tym parku... - nie pozwoliłaś mu dokończyć tylko delikatnie go pocałowałaś. Teraz on Cię przytulił z całych sił.
Po godzinie dostałaś wypis. Nathan powiedział, że odwiezie Cię do domu. Zgodziłaś się, bo nie chciałaś jechać z ciocią i wysłuchiwać wykładów na temat ''normalnego toku myślenia'' i o tym jak masz na siebie uważać. Po kilku minutach jazdy zorientowałaś się, że nie jedziecie w stronę domu cioci.
- Gdzie ty mnie znowu wieziesz.?- krzyknęłaś po tym jak wyjechaliście z miasta.
- No do domu.
- Kochanie, wiesz, że ja nie mieszkam w Manchesterze, a nie na jakimś zadupiu.! Aż tak źle to ze mną jeszcze nie jest.
- Oooooo...nazwałaś mnie kochanie. Jakie to słodkie.
- Mam wysiąść.???- chłopak po tym pytaniu zatrzymał samochód.- Co ty znowu wyczyniasz.???
- No chciałaś wysiąść, nie.??-  Nath zaczął się śmiać.
- Co cię znowu tak bawi.???
- No ty.! - chłopak wyszedł z samochodu, podszedł otworzyć Ci drzwi... - No chodź.... - zrobił tą minę ''kotka ze shreka'' która w jego wykonaniu rozwalała Cię w 100%.

__________________________________________________________________
Przepraszam was, że tak długo nie pisałam, ale miałam pewne problemy. Ten rozdział jest przedostatnim. Miłych wakacji ;***

Kończe z blogiem

Przepraszam, że tak długo nie pisałam i nie dodawałam rozdziałów, ale doszłam do wniosku, że ten blog nie ma sensu. Może zrobię innego, ale będę tu pisała tylko krótkie opowiadania... Sama nie wiem... W każdym razie dodam 2 końcowe rozdziały do tego opowiadania, a potem zobaczę czy będę pisać inne...