niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 10

Wymieniłaś się z Vale numerem telefonu i wróciłaś do domu. Byłaś tak zajęta obmyślaniem zemsty, że zapomniałaś o Nathanie. Gdy doszłaś do domu zobaczyłaś samochód cioci. Wbiegłaś do domu jak oszalała. Wiedziałaś gdzie szukać cioci i dlatego od razu udałaś się do kuchni. Zatrzymałaś się jednak, bo twoja ciocia chyba miała gościa. Przysunęłaś się do drzwi i zaczęłaś się wsłuchiwać. Usłyszałaś coś o bezpieczeństwie i przeprowadzce. Uświadomiłaś sobie, że to był głos Natha. Nie wiedziałaś czy masz wejść do kuchni i zacząć na niego krzyczeć, czy wejść, przywitać się i spytać o czym rozmawiają. Postanowiłaś jednak nic nie robić. Po chwili usłyszałaś, że ktoś podchodzi do drzwi. Spanikowałaś i pobiegłaś do swojego pokoju. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi, rzuciłaś się na łóżko i zaczęłaś płakać w poduszkę. Po chwili ktoś usłyszałaś bieg po schodach. Odwróciłaś głowę w stronę drzwi- nawet nie zdążyłaś otrzeć łez- do pokoju wszedł Nath i twoja ciocia. Gdy zobaczyli, że płaczesz w ich oczach również pojawiły się łzy. Miałaś ochotę podejść do niego i powiedzieć mu to co sądzisz o takich chłopakach jak on. Minęło już kilkanaście sekund, a oni ciągle stali i wbijali w ciebie swój wzrok. Wstałaś, podeszłaś do chłopaka. Wolałaś uniknąć jego spojrzenia, dlatego spuściłaś głowę na dół. Już miałaś to zrobić... Już miałaś mówić..... Ale nie udało Ci się. Zakręciło Ci się w głowie i upadłaś na ziemię,prosto przed Natha.
                                       
                                                       * * * * * * * * * *
I historia zaczęła się od nowa. Obudziłaś się w szpitalu, obok Ciebie był Nathan- tym razem nie leżał na łóżku szpitalnym, tylko klęczał przy twoim łóżku ściskając twoją dłoń- do ręki miałaś podłączoną kroplówkę.... ''Znowu w tym szpitalu..'' Pomyślałaś. Uświadomiłaś sobie, że jesteś nikim i że nie potrafisz niczego zrobić sama. Miałaś dużo więcej temperamentu gdy byłaś małą dziewczynką. Myślałaś, że dla takich ludzi jak ty jest tylko jedno miejsce- psychiatryk. Patrzałaś w sufit i rozmyślałaś jakie to bezsensowne jest twoje życie. Nathan i ciocia mówili do ciebie na darmo, bo ty i tak ich nie słyszałaś. Myślami byłaś daleko poza szpitalem i rzeczywistością. W końcu wróciłaś na ziemię. Spojrzałaś na ciocię, potem na chłopaka. W ich oczach ciągle tkwiły łzy. Nathowi zaczęły one spływać powoli po policzku. Usłyszałaś tylko jedno, krótkie ''Przepraszam'' za strony Natha. Miałaś ochotę mu przywalić, ale jednak go przytuliłaś.
- Ale za co.? To ja zawiniłam.- przytulałaś go coraz mocniej.
- Jestem idiotą.! gdybym nie zostawił Cię samej w tym parku... - nie pozwoliłaś mu dokończyć tylko delikatnie go pocałowałaś. Teraz on Cię przytulił z całych sił.
Po godzinie dostałaś wypis. Nathan powiedział, że odwiezie Cię do domu. Zgodziłaś się, bo nie chciałaś jechać z ciocią i wysłuchiwać wykładów na temat ''normalnego toku myślenia'' i o tym jak masz na siebie uważać. Po kilku minutach jazdy zorientowałaś się, że nie jedziecie w stronę domu cioci.
- Gdzie ty mnie znowu wieziesz.?- krzyknęłaś po tym jak wyjechaliście z miasta.
- No do domu.
- Kochanie, wiesz, że ja nie mieszkam w Manchesterze, a nie na jakimś zadupiu.! Aż tak źle to ze mną jeszcze nie jest.
- Oooooo...nazwałaś mnie kochanie. Jakie to słodkie.
- Mam wysiąść.???- chłopak po tym pytaniu zatrzymał samochód.- Co ty znowu wyczyniasz.???
- No chciałaś wysiąść, nie.??-  Nath zaczął się śmiać.
- Co cię znowu tak bawi.???
- No ty.! - chłopak wyszedł z samochodu, podszedł otworzyć Ci drzwi... - No chodź.... - zrobił tą minę ''kotka ze shreka'' która w jego wykonaniu rozwalała Cię w 100%.

__________________________________________________________________
Przepraszam was, że tak długo nie pisałam, ale miałam pewne problemy. Ten rozdział jest przedostatnim. Miłych wakacji ;***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz