Był weekend. Jak zwykle poranna toaleta i chciałaś pójść na śniadanie. weszłaś do kuchni, otworzyłaś lodówkę i nic w niej nie było. Postanowiłaś pójść do sklepu po coś do jedzenia. Ubrałaś się i wyszłaś z domu. Kupiłaś potrzebne rzeczy i wyszłaś ze sklepu. Ku twojemu szczęściu zaczął padać deszcz. Na początku było to lekkie kropienie, ale już po chwili przeobraził się w wielką ulewę. Zaczęła mu wtórować burza. Do domu miałaś dość daleko więc postanowiłaś schronić się na przystanku autobusowym. Byłaś cała przemoczona. Bluzka przywarła do twojej skóry. Z włosów kapała woda. Miałaś mokre trampki. Usiadłaś na ławce przy przystanku. Na szczęście ławka była pod daszkiem więc nic Ci tam nie groziło. Po chwili dosiadł się do Ciebie jakiś chłopak. Nie zdążyłaś się nawet dokładnie mu przyjrzeć, a chłopak zaczął mówić:
- Czemu nie zadzwoniłaś.??? -w jego głosie wyczułaś żal i smutek.
Przyjrzałaś się dokładniej chłopakowi. Poznałaś te włosy, te oczy. To był chłopak ze szpitala.! Najprawdopodobniej z boysbandu The Wanted. Byłaś zdziwiona tym, że TAKI chłopak się tobą interesuje. Nie byłaś jakąś strasznie piękną dziewczyną. Może to przez to twoje ''zniewalające'' spojrzenie. Koleżanki zawsze mówiły Ci, że chłopacy lecą twoje oczy. Niektórzy jednak ciągle chwalili twoje włosy. Sama miałaś dość niskie poczucie własnej wartości, dlatego chyba nigdy nie powiedziałaś o sobie PIĘKNA. Ogarnęło Cię poczucie winy. W sumie to nie była twoja wina, że ten gówniarz wyrzucił numer telefonu. Po dość długiej chwili milczenia postanowiłaś się odezwać.
- Przepraszam, ale jak wyszłam ze szpitala jakiś małolat wyrwał mi z ręki kartkę, a potem wrzucił ją do wody.- Spuściłaś wzrok. Chłopak chyba wstał z ławki. Podszedł do ciebie i ukucnął. Odgarnął twoje włosy za ucho i wtedy wasze oczy się spotkały. Nigdy nie widziałaś równie pięknych oczu! Mogłabyś patrzeć w nie godzinami! Poczułaś się trochę niezręcznie. Odwróciłaś wzrok w inną stronę. Tak długo patrzałaś w jego nieziemski oczy, że nie zauważyłaś, że przestało padać.
- Ja muszę już.....-brunet podniósł się i nie pozwolił Ci dokończyć.
- Nie idź jeszcze. Proszę, jest tak miło.- jego twarz rozpromienił uśmiech.
- Przecież my w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie znam twojego imienia.-syknęłaś z oburzeniem.
- a no tak.... Jestem Nathan. A ty.?- Gdy to mówił zaczął podchodzić do Ciebie powoli.
Pomyślałaś sobie: '' Nathan-słodkie imię, tak jak on sam''.
- Dzięki- chłopak roześmiał się.
- O co ci chodzi?!?!- krzyknęłaś tak głośno, że ludzie, którzy przechodzili zaczęli patrzeć się na Ciebie jak na kogoś, kto uciekł z psychiatryka.
- No..... przed chwilą powiedziałaś, że moje imię jest słodkie tak jak ja.
- Łoszzz..... Kur*a. Ja powiedziałam na głos.?!?!?- krzyknęłaś (nieco ciszej) z niedowierzaniem.
- Taaaak.! -teraz Nath krzyknął z całych sił.
Zaczął się śmiać, a po chwili przyłączyłaś się do niego. Minęła chwila,a on był tuż obok Ciebie. Wasze oczy znowu doznały tego cudownego spojrzenia. Przypominając sobie o Jay'u odsunęłaś się i zaczęłaś mówić o czym, czego Nath się nie spodziewał.
- W jesteście z tego bandu The Wanted, tak.?- odwróciłaś wzrok na całkiem pustą ulicę i na przechodniów.
- Jesteście.???- chłopak zaczął podejrzewać, że znasz jeszcze kogoś oprócz niego.
- No ty, Jay i cała reszta.- bałaś się jak chłopak zareaguje na wieść o Jay'u.
- Więc wiesz.?!?!- chłopak zrobił to samo co ty- odwrócił wzrok i posmutniał w mgnieniu sekundy.
- Nie chcę się znowu tłumaczyć.
- Rozumiem. I tak w końcu musiałabyś się dowiedzieć.- znowu spojrzał na Ciebie tym zniewalającym spojrzeniem. Niemal podbiegł do Ciebie. Złapał za biodra. Przysunął do siebie. Dzieliły was już tylko milimetry. Chciałaś tego jak niczego więcej. Nathan chyba chciał tego samego. Nagle wasze usta się złączyły. Twoje ciało przeszył dreszcz. Był on taki delikatny i czuły. Tylko dlaczego czułaś się jakbyś kogoś zdradzała.?!? Powoli się odsunęłaś z uśmiechem na twarzy. Miałaś nadzieję, że Nath nie okażę się taki jak Jay- brutalny i chcący tylko jednego. Po paru minutach szliście przez park, trzymając się za ręce. Mówiliście sobie wszystko. Co parę chwili spoglądaliście na siebie. Byliście tacy szczęśliwi. Na początku rozmawialiście o radosnych i śmiesznych rzeczach, bo nie chcieliście psuć tej wspaniałej atmosfery. Po chwili chłopak zapytał się jakim cudem znalazłaś się w szpitalu. Nie chciałaś go okłamywać i powiedziałaś o pobiciu. W jego oczach pojawiło się przerażenie. Potem powiedziałaś o tym sms z groźbami.
- Wiem, że to dla Ciebie trudna sprawa, ale mogłabyś choć w skrócie opisać tego sms-a.?- Gdy to mówił objął cię delikatnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc na początku było, że jeśli nie wyniosę się ze szkoły i z miasta źle się to dla mnie skończy. Nie przejmowałam się tym na początku. No bo co mi mogli zrobić. Jednak moje przeczucia niestety się nie potwierdziły. Potem-mówiłam Ci już- gdy wyszłam z tego autobusu dostałam parę mocnych ciosów w brzuch i twarz. Następnego dnia dostałam kolejnego sms-a. Tym razem było tam napisane:
Sama tego chciałaś. Nie trzeba było przychodzić to szkoły. Jeszcze tego pożałujesz.! Witamy w Manchesterze!
____________________________________________________________________
Rozdział dedykuję Sylwii, która i tak tego nie czyta. Była ona dla mnie kimś ważnym, ale przez moją głupotę ją straciłam ;(
SUPEER !! :P
OdpowiedzUsuń<333
OdpowiedzUsuń