Nath założył Ci opaskę na oczy i prowadził.... Kurna... gdzie on cię prowadził.???
- Nogi mnie już bolą - nie dość, że miałaś jeszcze małe problemy z kolanem po bójce to jeszcze ciągle się o coś potykałaś z tą opaską. Nagle powiedział coś, że masz uważać, bo są schody. Pomyślałaś, że może chce Cię przedstawić reszcie zespołu i prowadzi Cię do studia czy coś. Jedno przeczucie cię nie zmyliło... Nathan zaczął szukać czegoś w kieszeni- wiedziałaś, bo opaska lekko Ci się zsunęła i kątem oka widziałaś pewne rzeczy- w końcu wyjął klucze. Zamknęłaś oczy żeby się nie skapnął, że wszystko widzisz. Po chwili poczułaś, że delikatnie rozwiązuje Ci przepaskę. Usłyszałaś szepty które były niedaleko. Gdy otworzyłaś oczy Nath krzyknął:
-Suprise.!!!
Nagle zza kanapy wyskoczyła grupka ludzi. Podejrzewałaś, że to właśnie była reszta zespołu. Była tam też jakaś dziewczyna.
- Ten łysy to Max, a obok jego dziewczyna- Michelle. Obok stoi Sevv, następnie Tom i Jay. Michelle pomogła nam to wszystko zorganizować. Brały w tym też udział dziewczyna Sivy i Tom'a, ale nie mogły tutaj być...
Wszyscy uśmiechali się do Ciebie z wyjątkiem Jay'a. Miałaś wyrzuty sumienia. Bałaś się jak Jay zareaguje na to wszystko. Ale teraz miałaś ważniejszy problem.
- Możecie mi powiedzieć o co tu chodzi.? - po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nath kupił Ci mieszkanie.! - wyjaśnił Tom.
Zamurowało Cię. Znałaś chłopaka tylko jeden dzień, a on kupuje Ci mieszkanie.?!?!?
- Że co.??? - tym razem skierowałaś się do Natha podczas gdy reszta towarzystwa włączyła muzykę i zaczęli tańczyć i się wygłupiać.
- Nie podoba Ci się.? - odparł zrezygnowany.
- Podoba, ale z jakiej racy ty kupujesz mi mieszkanie.!?!?!
- Bo ja....yyy...nooo...
- No powiedz.!
- Bo ja cię kocham.! - najwyraźniej bał się jak zareagujesz, bo odwrócił wzrok.
- Znamy się jeden dzień.!
- Ale od razu jak Cię zobaczyłem na przystanku to nie mogłem od Ciebie oderwać wzroku - złapał Cię delikatnie za ramiona - jesteś zupełnie inna. Większość dziewczyn związuje się ze mną dla pieniędzy, a ty nawet nie wiedziałaś kim jestem. To było dla mnie coś nowego...
Nie wiedziałaś co powiedzieć. Patrzyłaś na niego swoimi zielono-niebieskimi oczami i zastanawiałaś się nad tym co ty do niego czujesz.
- Ja też Cię kocham. - przytuliłaś go, ale przypomniałaś sobie o Jay'u i lekko się odsunęłaś - Ale nie mogę tu zamieszkać. Nie dlatego, że mi się nie podoba, tylko nie mogę pozwolić na to by ktoś wydawał tyle pieniędzy na coś co jest tylko moim kaprysem.
- Nie masz nic do gadania. Twoja ciocia jutro przyjedzie z resztą twoich rzeczy, a ja.... - nie zdążył skończyć, bo podbiegła Michelle i pociągła w stronę drzwi.
- A wy gdzie.?- zapytał oburzony Nath.
- Na zakupy.!- krzyknęła dziewczyna ''tego łysego'' i już byłyście na klatce schodowej. Po chwili byłyście już w drodze do centrum handlowego. Zaczęłyście rozmawiać ze sobą tak jakbyście znały się od wieków. Kilkanaście minut później byłyście już w sklepie....
W tym samym czasie.....
- Czemu się nie odzywasz.? Cały czas siedziałeś bez słowa i teraz też nie zamierzasz niczego powiedzieć.?
Nathan próbował jakoś wycisnąć z Jay'a chociaż najmniejsze słowo. W twoim mieszkaniu się nie odzywał i w samochodzie najwyraźniej też nie miał zamiaru. Nath ostro pogrywał i coraz bardziej denerwował Jay'a. Stracił nad sobą panowanie. Sam nie wiedział czemu tak się zachowywał. Przecież to był jego przyjaciel, a on jak jakiś palant się na niego wydziera. Po chwili Jay odwrócił się w stronę Natha i walnął mu z liścia. Można się było domyślić, że wtedy stracił kontrole nad kierownicą. Samochód wpadł w poślizg. Jay gwałtownie zahamował i wpadli do rowu. Samochód walnął w drzewo. Przednia szyba roztrzasła się na drobne kawałeczki. W wypadku mocnego uderzenia Nathan wypadł przez przednią szybę i wylądował na masce samochodu. Chłopak zginął na miejscu.
~ The End ~
______________________________________________
Skończyłam opowiadanie. Jak chcecie żebym dalej pisała opowiadania to komentujcie. ten ostatni rozdział dedykuję Marcie. <3<3<3 Kocham wszystkich, którzy czytali tego bloga i życzę udanych wakacji ;*
niedziela, 1 lipca 2012
Rozdział 10
Wymieniłaś się z Vale numerem telefonu i wróciłaś do domu. Byłaś tak zajęta obmyślaniem zemsty, że zapomniałaś o Nathanie. Gdy doszłaś do domu zobaczyłaś samochód cioci. Wbiegłaś do domu jak oszalała. Wiedziałaś gdzie szukać cioci i dlatego od razu udałaś się do kuchni. Zatrzymałaś się jednak, bo twoja ciocia chyba miała gościa. Przysunęłaś się do drzwi i zaczęłaś się wsłuchiwać. Usłyszałaś coś o bezpieczeństwie i przeprowadzce. Uświadomiłaś sobie, że to był głos Natha. Nie wiedziałaś czy masz wejść do kuchni i zacząć na niego krzyczeć, czy wejść, przywitać się i spytać o czym rozmawiają. Postanowiłaś jednak nic nie robić. Po chwili usłyszałaś, że ktoś podchodzi do drzwi. Spanikowałaś i pobiegłaś do swojego pokoju. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi, rzuciłaś się na łóżko i zaczęłaś płakać w poduszkę. Po chwili ktoś usłyszałaś bieg po schodach. Odwróciłaś głowę w stronę drzwi- nawet nie zdążyłaś otrzeć łez- do pokoju wszedł Nath i twoja ciocia. Gdy zobaczyli, że płaczesz w ich oczach również pojawiły się łzy. Miałaś ochotę podejść do niego i powiedzieć mu to co sądzisz o takich chłopakach jak on. Minęło już kilkanaście sekund, a oni ciągle stali i wbijali w ciebie swój wzrok. Wstałaś, podeszłaś do chłopaka. Wolałaś uniknąć jego spojrzenia, dlatego spuściłaś głowę na dół. Już miałaś to zrobić... Już miałaś mówić..... Ale nie udało Ci się. Zakręciło Ci się w głowie i upadłaś na ziemię,prosto przed Natha.
* * * * * * * * * *
I historia zaczęła się od nowa. Obudziłaś się w szpitalu, obok Ciebie był Nathan- tym razem nie leżał na łóżku szpitalnym, tylko klęczał przy twoim łóżku ściskając twoją dłoń- do ręki miałaś podłączoną kroplówkę.... ''Znowu w tym szpitalu..'' Pomyślałaś. Uświadomiłaś sobie, że jesteś nikim i że nie potrafisz niczego zrobić sama. Miałaś dużo więcej temperamentu gdy byłaś małą dziewczynką. Myślałaś, że dla takich ludzi jak ty jest tylko jedno miejsce- psychiatryk. Patrzałaś w sufit i rozmyślałaś jakie to bezsensowne jest twoje życie. Nathan i ciocia mówili do ciebie na darmo, bo ty i tak ich nie słyszałaś. Myślami byłaś daleko poza szpitalem i rzeczywistością. W końcu wróciłaś na ziemię. Spojrzałaś na ciocię, potem na chłopaka. W ich oczach ciągle tkwiły łzy. Nathowi zaczęły one spływać powoli po policzku. Usłyszałaś tylko jedno, krótkie ''Przepraszam'' za strony Natha. Miałaś ochotę mu przywalić, ale jednak go przytuliłaś.
- Ale za co.? To ja zawiniłam.- przytulałaś go coraz mocniej.
- Jestem idiotą.! gdybym nie zostawił Cię samej w tym parku... - nie pozwoliłaś mu dokończyć tylko delikatnie go pocałowałaś. Teraz on Cię przytulił z całych sił.
Po godzinie dostałaś wypis. Nathan powiedział, że odwiezie Cię do domu. Zgodziłaś się, bo nie chciałaś jechać z ciocią i wysłuchiwać wykładów na temat ''normalnego toku myślenia'' i o tym jak masz na siebie uważać. Po kilku minutach jazdy zorientowałaś się, że nie jedziecie w stronę domu cioci.
- Gdzie ty mnie znowu wieziesz.?- krzyknęłaś po tym jak wyjechaliście z miasta.
- No do domu.
- Kochanie, wiesz, że ja nie mieszkam w Manchesterze, a nie na jakimś zadupiu.! Aż tak źle to ze mną jeszcze nie jest.
- Oooooo...nazwałaś mnie kochanie. Jakie to słodkie.
- Mam wysiąść.???- chłopak po tym pytaniu zatrzymał samochód.- Co ty znowu wyczyniasz.???
- No chciałaś wysiąść, nie.??- Nath zaczął się śmiać.
- Co cię znowu tak bawi.???
- No ty.! - chłopak wyszedł z samochodu, podszedł otworzyć Ci drzwi... - No chodź.... - zrobił tą minę ''kotka ze shreka'' która w jego wykonaniu rozwalała Cię w 100%.
__________________________________________________________________
Przepraszam was, że tak długo nie pisałam, ale miałam pewne problemy. Ten rozdział jest przedostatnim. Miłych wakacji ;***
* * * * * * * * * *
I historia zaczęła się od nowa. Obudziłaś się w szpitalu, obok Ciebie był Nathan- tym razem nie leżał na łóżku szpitalnym, tylko klęczał przy twoim łóżku ściskając twoją dłoń- do ręki miałaś podłączoną kroplówkę.... ''Znowu w tym szpitalu..'' Pomyślałaś. Uświadomiłaś sobie, że jesteś nikim i że nie potrafisz niczego zrobić sama. Miałaś dużo więcej temperamentu gdy byłaś małą dziewczynką. Myślałaś, że dla takich ludzi jak ty jest tylko jedno miejsce- psychiatryk. Patrzałaś w sufit i rozmyślałaś jakie to bezsensowne jest twoje życie. Nathan i ciocia mówili do ciebie na darmo, bo ty i tak ich nie słyszałaś. Myślami byłaś daleko poza szpitalem i rzeczywistością. W końcu wróciłaś na ziemię. Spojrzałaś na ciocię, potem na chłopaka. W ich oczach ciągle tkwiły łzy. Nathowi zaczęły one spływać powoli po policzku. Usłyszałaś tylko jedno, krótkie ''Przepraszam'' za strony Natha. Miałaś ochotę mu przywalić, ale jednak go przytuliłaś.
- Ale za co.? To ja zawiniłam.- przytulałaś go coraz mocniej.
- Jestem idiotą.! gdybym nie zostawił Cię samej w tym parku... - nie pozwoliłaś mu dokończyć tylko delikatnie go pocałowałaś. Teraz on Cię przytulił z całych sił.
Po godzinie dostałaś wypis. Nathan powiedział, że odwiezie Cię do domu. Zgodziłaś się, bo nie chciałaś jechać z ciocią i wysłuchiwać wykładów na temat ''normalnego toku myślenia'' i o tym jak masz na siebie uważać. Po kilku minutach jazdy zorientowałaś się, że nie jedziecie w stronę domu cioci.
- Gdzie ty mnie znowu wieziesz.?- krzyknęłaś po tym jak wyjechaliście z miasta.
- No do domu.
- Kochanie, wiesz, że ja nie mieszkam w Manchesterze, a nie na jakimś zadupiu.! Aż tak źle to ze mną jeszcze nie jest.
- Oooooo...nazwałaś mnie kochanie. Jakie to słodkie.
- Mam wysiąść.???- chłopak po tym pytaniu zatrzymał samochód.- Co ty znowu wyczyniasz.???
- No chciałaś wysiąść, nie.??- Nath zaczął się śmiać.
- Co cię znowu tak bawi.???
- No ty.! - chłopak wyszedł z samochodu, podszedł otworzyć Ci drzwi... - No chodź.... - zrobił tą minę ''kotka ze shreka'' która w jego wykonaniu rozwalała Cię w 100%.
__________________________________________________________________
Przepraszam was, że tak długo nie pisałam, ale miałam pewne problemy. Ten rozdział jest przedostatnim. Miłych wakacji ;***
Kończe z blogiem
Przepraszam, że tak długo nie pisałam i nie dodawałam rozdziałów, ale doszłam do wniosku, że ten blog nie ma sensu. Może zrobię innego, ale będę tu pisała tylko krótkie opowiadania... Sama nie wiem... W każdym razie dodam 2 końcowe rozdziały do tego opowiadania, a potem zobaczę czy będę pisać inne...
środa, 20 czerwca 2012
Rozdział 9
Po tych słowach zamilkłaś. Uwolniłaś się od ramienia Nathana i usiadłaś na pobliskiej ławce. Coś zaczęło rozrywać Cię od środka. Postanowiłaś się jednak nie rozkleić. Byłaś osobą, która tłumiła w sobie uczucia i emocje. Może to przez to, że nigdy nie miałaś komu powierzyć tego co czujesz.? Straciłaś mamę gdy byłaś jeszcze małą dziewczynką, a ojciec wyparł się Cibie. Nie miałaś także rodzeństwa. Większość dotychczasowego życia spędziłaś mieszkając z babcią.Wiedziałaś doskonale, że nienawidziła Cię tak samo jak tata, a może nawet jeszcze mocniej. Zawsze powtarzała Ci, że jesteś nikim i nie doznasz szczęścia w życiu.
Nie spoglądałaś na Natha, bo sądziłaś, że odwróci się od Ciebie i nigdy już nie wróci. Przywykłaś już do samotności więc co by to zmieniło. Tylko, że czułaś coś innego do chłopaka, który stał przed tobą.
Myślami powróciłaś do momentu, gdy spotkałaś go po raz pierwszy. Nigdy nie wierzyłaś w ''zakochanie od pierwszego wejrzenia'', ale od tamtego momentu wiedziałaś, że to będzie osoba bardzo ważna dla ciebie. Twoje przeczucia się potwierdziły. Po krótkiej chwili Nathan odbiegł. Do twoich oczu napłynęły łzy. '' No zaje*iście, kolejny chłopak mnie olał. No ale czego mogłam się spodziewać po takiej durnej gwiazdeczce''. Zaczęłaś płakać coraz mocniej. Nie potrafiłaś się opanować. Nie panowałaś nad tym. Chciałaś uciec gdzieś, gdzie nikt Cię nie znajdzie. Gdzieś, gdzie nigdy, nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Pragnęłaś samotności. Najpierw szkoła, potem Jay, a teraz Nathan. Przeraziłaś się myślą, że nie możesz już nikomu ufać. Siedziałaś tam, rozmyślają o tym jakie jest twoje życie. Nie zwracałaś nawet uwagi na to jak wyglądasz. Twoje włosy przypominały siano. Oczy miałaś napuchnięte od płaczu, a ubrania wyglądały jakbyś nie miała w domu lustra. Patrzyłaś w niebo mając wszystko w dupie (za przeproszeniem). Siedziałaś tam już ładną godzinę. Usłyszałaś straszne krzyki. Odwróciłaś głowę w stronę lasu. Po chwili wybiegła z niego wysoka dziewczyna. Miała ciemne blond włosy i prostą grzywkę. Wyglądała na zadbaną dziewczynę. Zaraz za nią wybiegł chłopak. ''Osssszzz w mordę... To Jay.!'' Krzyczał za nią ''Jeszcze tego pożałujesz!'' zaniepokoiło cię to. Ty byłaś silną dziewczyną. Wiele już w życiu przeszłaś, więc taki sobie Jay nie był Ci straszny, ale ta dziewczyna wyglądała na zagubioną i wystraszoną. Chyba zauważyła, że na nią patrzysz, bo przystanęła. Spojrzała w twoją stronę i powolnymi krokami zaczęła podchodzić. Gdy już całkiem zbliżyła się do Ciebie uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Mogę.?-skazała palcem na ławkę.
-Jasne.
- Jestem Vale, a ty.?
- Jestem (twoje imię), miło mi.- wyciągnęłaś rękę jako przyjacielski znak.
- Widzę, że nie tylko ja doznałam krzywdy od tego durnia.- W twojej głowie budowała się chęć zemsty.
- Znasz go.?!?!- Niemal podskoczyła na te słowa.
- Trudno go nie znać. Uważaj na niego.! Podstępna świnia. Najpierw robi te swoje słodkie oczka, zgrywa słodkiego, niewinnego chłopczyka, a potem masz BOOM. Zależy mu tylko na jednym.
- Mi to mówisz.?!?!- odparła z urażeniem Vale.- Jestem, a w zasadzie byłam jego dziewczyną.
- Biedactwo. - po chwili podniosłaś się jakby ktoś Cię kopnął.- Chwila, chwila. Skoro ty dopiero co z nim zerwałaś to.... - nie chciałaś dokańczać, bo miałaś nadzieję, że Vale zrozumie o co chodzi. Odwróciłaś się do niej.
- Co za palant pieprzony.! ( za przeproszeniem) - Ona też podskoczyła jak oparzona. - Odegramy się na nim, nie.??
- Właśnie patrzysz na kogoś, kto w ramach zemsty podpalił tyłek nauczycielowi. - uśmiechnęłaś się złowrogo.
___________________________________________________
Ostatnio nie mam najlepszego nastroju, więc rozdziały będą troche dramatyczne i smutne. Rozdział dedykuję Walentynie (o ile go czyta) <3
Nie spoglądałaś na Natha, bo sądziłaś, że odwróci się od Ciebie i nigdy już nie wróci. Przywykłaś już do samotności więc co by to zmieniło. Tylko, że czułaś coś innego do chłopaka, który stał przed tobą.
Myślami powróciłaś do momentu, gdy spotkałaś go po raz pierwszy. Nigdy nie wierzyłaś w ''zakochanie od pierwszego wejrzenia'', ale od tamtego momentu wiedziałaś, że to będzie osoba bardzo ważna dla ciebie. Twoje przeczucia się potwierdziły. Po krótkiej chwili Nathan odbiegł. Do twoich oczu napłynęły łzy. '' No zaje*iście, kolejny chłopak mnie olał. No ale czego mogłam się spodziewać po takiej durnej gwiazdeczce''. Zaczęłaś płakać coraz mocniej. Nie potrafiłaś się opanować. Nie panowałaś nad tym. Chciałaś uciec gdzieś, gdzie nikt Cię nie znajdzie. Gdzieś, gdzie nigdy, nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Pragnęłaś samotności. Najpierw szkoła, potem Jay, a teraz Nathan. Przeraziłaś się myślą, że nie możesz już nikomu ufać. Siedziałaś tam, rozmyślają o tym jakie jest twoje życie. Nie zwracałaś nawet uwagi na to jak wyglądasz. Twoje włosy przypominały siano. Oczy miałaś napuchnięte od płaczu, a ubrania wyglądały jakbyś nie miała w domu lustra. Patrzyłaś w niebo mając wszystko w dupie (za przeproszeniem). Siedziałaś tam już ładną godzinę. Usłyszałaś straszne krzyki. Odwróciłaś głowę w stronę lasu. Po chwili wybiegła z niego wysoka dziewczyna. Miała ciemne blond włosy i prostą grzywkę. Wyglądała na zadbaną dziewczynę. Zaraz za nią wybiegł chłopak. ''Osssszzz w mordę... To Jay.!'' Krzyczał za nią ''Jeszcze tego pożałujesz!'' zaniepokoiło cię to. Ty byłaś silną dziewczyną. Wiele już w życiu przeszłaś, więc taki sobie Jay nie był Ci straszny, ale ta dziewczyna wyglądała na zagubioną i wystraszoną. Chyba zauważyła, że na nią patrzysz, bo przystanęła. Spojrzała w twoją stronę i powolnymi krokami zaczęła podchodzić. Gdy już całkiem zbliżyła się do Ciebie uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Mogę.?-skazała palcem na ławkę.
-Jasne.
- Jestem Vale, a ty.?
- Jestem (twoje imię), miło mi.- wyciągnęłaś rękę jako przyjacielski znak.
- Widzę, że nie tylko ja doznałam krzywdy od tego durnia.- W twojej głowie budowała się chęć zemsty.
- Znasz go.?!?!- Niemal podskoczyła na te słowa.
- Trudno go nie znać. Uważaj na niego.! Podstępna świnia. Najpierw robi te swoje słodkie oczka, zgrywa słodkiego, niewinnego chłopczyka, a potem masz BOOM. Zależy mu tylko na jednym.
- Mi to mówisz.?!?!- odparła z urażeniem Vale.- Jestem, a w zasadzie byłam jego dziewczyną.
- Biedactwo. - po chwili podniosłaś się jakby ktoś Cię kopnął.- Chwila, chwila. Skoro ty dopiero co z nim zerwałaś to.... - nie chciałaś dokańczać, bo miałaś nadzieję, że Vale zrozumie o co chodzi. Odwróciłaś się do niej.
- Co za palant pieprzony.! ( za przeproszeniem) - Ona też podskoczyła jak oparzona. - Odegramy się na nim, nie.??
- Właśnie patrzysz na kogoś, kto w ramach zemsty podpalił tyłek nauczycielowi. - uśmiechnęłaś się złowrogo.
___________________________________________________
Ostatnio nie mam najlepszego nastroju, więc rozdziały będą troche dramatyczne i smutne. Rozdział dedykuję Walentynie (o ile go czyta) <3
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Rozdział 8
Był weekend. Jak zwykle poranna toaleta i chciałaś pójść na śniadanie. weszłaś do kuchni, otworzyłaś lodówkę i nic w niej nie było. Postanowiłaś pójść do sklepu po coś do jedzenia. Ubrałaś się i wyszłaś z domu. Kupiłaś potrzebne rzeczy i wyszłaś ze sklepu. Ku twojemu szczęściu zaczął padać deszcz. Na początku było to lekkie kropienie, ale już po chwili przeobraził się w wielką ulewę. Zaczęła mu wtórować burza. Do domu miałaś dość daleko więc postanowiłaś schronić się na przystanku autobusowym. Byłaś cała przemoczona. Bluzka przywarła do twojej skóry. Z włosów kapała woda. Miałaś mokre trampki. Usiadłaś na ławce przy przystanku. Na szczęście ławka była pod daszkiem więc nic Ci tam nie groziło. Po chwili dosiadł się do Ciebie jakiś chłopak. Nie zdążyłaś się nawet dokładnie mu przyjrzeć, a chłopak zaczął mówić:
- Czemu nie zadzwoniłaś.??? -w jego głosie wyczułaś żal i smutek.
Przyjrzałaś się dokładniej chłopakowi. Poznałaś te włosy, te oczy. To był chłopak ze szpitala.! Najprawdopodobniej z boysbandu The Wanted. Byłaś zdziwiona tym, że TAKI chłopak się tobą interesuje. Nie byłaś jakąś strasznie piękną dziewczyną. Może to przez to twoje ''zniewalające'' spojrzenie. Koleżanki zawsze mówiły Ci, że chłopacy lecą twoje oczy. Niektórzy jednak ciągle chwalili twoje włosy. Sama miałaś dość niskie poczucie własnej wartości, dlatego chyba nigdy nie powiedziałaś o sobie PIĘKNA. Ogarnęło Cię poczucie winy. W sumie to nie była twoja wina, że ten gówniarz wyrzucił numer telefonu. Po dość długiej chwili milczenia postanowiłaś się odezwać.
- Przepraszam, ale jak wyszłam ze szpitala jakiś małolat wyrwał mi z ręki kartkę, a potem wrzucił ją do wody.- Spuściłaś wzrok. Chłopak chyba wstał z ławki. Podszedł do ciebie i ukucnął. Odgarnął twoje włosy za ucho i wtedy wasze oczy się spotkały. Nigdy nie widziałaś równie pięknych oczu! Mogłabyś patrzeć w nie godzinami! Poczułaś się trochę niezręcznie. Odwróciłaś wzrok w inną stronę. Tak długo patrzałaś w jego nieziemski oczy, że nie zauważyłaś, że przestało padać.
- Ja muszę już.....-brunet podniósł się i nie pozwolił Ci dokończyć.
- Nie idź jeszcze. Proszę, jest tak miło.- jego twarz rozpromienił uśmiech.
- Przecież my w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie znam twojego imienia.-syknęłaś z oburzeniem.
- a no tak.... Jestem Nathan. A ty.?- Gdy to mówił zaczął podchodzić do Ciebie powoli.
Pomyślałaś sobie: '' Nathan-słodkie imię, tak jak on sam''.
- Dzięki- chłopak roześmiał się.
- O co ci chodzi?!?!- krzyknęłaś tak głośno, że ludzie, którzy przechodzili zaczęli patrzeć się na Ciebie jak na kogoś, kto uciekł z psychiatryka.
- No..... przed chwilą powiedziałaś, że moje imię jest słodkie tak jak ja.
- Łoszzz..... Kur*a. Ja powiedziałam na głos.?!?!?- krzyknęłaś (nieco ciszej) z niedowierzaniem.
- Taaaak.! -teraz Nath krzyknął z całych sił.
Zaczął się śmiać, a po chwili przyłączyłaś się do niego. Minęła chwila,a on był tuż obok Ciebie. Wasze oczy znowu doznały tego cudownego spojrzenia. Przypominając sobie o Jay'u odsunęłaś się i zaczęłaś mówić o czym, czego Nath się nie spodziewał.
- W jesteście z tego bandu The Wanted, tak.?- odwróciłaś wzrok na całkiem pustą ulicę i na przechodniów.
- Jesteście.???- chłopak zaczął podejrzewać, że znasz jeszcze kogoś oprócz niego.
- No ty, Jay i cała reszta.- bałaś się jak chłopak zareaguje na wieść o Jay'u.
- Więc wiesz.?!?!- chłopak zrobił to samo co ty- odwrócił wzrok i posmutniał w mgnieniu sekundy.
- Nie chcę się znowu tłumaczyć.
- Rozumiem. I tak w końcu musiałabyś się dowiedzieć.- znowu spojrzał na Ciebie tym zniewalającym spojrzeniem. Niemal podbiegł do Ciebie. Złapał za biodra. Przysunął do siebie. Dzieliły was już tylko milimetry. Chciałaś tego jak niczego więcej. Nathan chyba chciał tego samego. Nagle wasze usta się złączyły. Twoje ciało przeszył dreszcz. Był on taki delikatny i czuły. Tylko dlaczego czułaś się jakbyś kogoś zdradzała.?!? Powoli się odsunęłaś z uśmiechem na twarzy. Miałaś nadzieję, że Nath nie okażę się taki jak Jay- brutalny i chcący tylko jednego. Po paru minutach szliście przez park, trzymając się za ręce. Mówiliście sobie wszystko. Co parę chwili spoglądaliście na siebie. Byliście tacy szczęśliwi. Na początku rozmawialiście o radosnych i śmiesznych rzeczach, bo nie chcieliście psuć tej wspaniałej atmosfery. Po chwili chłopak zapytał się jakim cudem znalazłaś się w szpitalu. Nie chciałaś go okłamywać i powiedziałaś o pobiciu. W jego oczach pojawiło się przerażenie. Potem powiedziałaś o tym sms z groźbami.
- Wiem, że to dla Ciebie trudna sprawa, ale mogłabyś choć w skrócie opisać tego sms-a.?- Gdy to mówił objął cię delikatnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc na początku było, że jeśli nie wyniosę się ze szkoły i z miasta źle się to dla mnie skończy. Nie przejmowałam się tym na początku. No bo co mi mogli zrobić. Jednak moje przeczucia niestety się nie potwierdziły. Potem-mówiłam Ci już- gdy wyszłam z tego autobusu dostałam parę mocnych ciosów w brzuch i twarz. Następnego dnia dostałam kolejnego sms-a. Tym razem było tam napisane:
Sama tego chciałaś. Nie trzeba było przychodzić to szkoły. Jeszcze tego pożałujesz.! Witamy w Manchesterze!
____________________________________________________________________
Rozdział dedykuję Sylwii, która i tak tego nie czyta. Była ona dla mnie kimś ważnym, ale przez moją głupotę ją straciłam ;(
- Czemu nie zadzwoniłaś.??? -w jego głosie wyczułaś żal i smutek.
Przyjrzałaś się dokładniej chłopakowi. Poznałaś te włosy, te oczy. To był chłopak ze szpitala.! Najprawdopodobniej z boysbandu The Wanted. Byłaś zdziwiona tym, że TAKI chłopak się tobą interesuje. Nie byłaś jakąś strasznie piękną dziewczyną. Może to przez to twoje ''zniewalające'' spojrzenie. Koleżanki zawsze mówiły Ci, że chłopacy lecą twoje oczy. Niektórzy jednak ciągle chwalili twoje włosy. Sama miałaś dość niskie poczucie własnej wartości, dlatego chyba nigdy nie powiedziałaś o sobie PIĘKNA. Ogarnęło Cię poczucie winy. W sumie to nie była twoja wina, że ten gówniarz wyrzucił numer telefonu. Po dość długiej chwili milczenia postanowiłaś się odezwać.
- Przepraszam, ale jak wyszłam ze szpitala jakiś małolat wyrwał mi z ręki kartkę, a potem wrzucił ją do wody.- Spuściłaś wzrok. Chłopak chyba wstał z ławki. Podszedł do ciebie i ukucnął. Odgarnął twoje włosy za ucho i wtedy wasze oczy się spotkały. Nigdy nie widziałaś równie pięknych oczu! Mogłabyś patrzeć w nie godzinami! Poczułaś się trochę niezręcznie. Odwróciłaś wzrok w inną stronę. Tak długo patrzałaś w jego nieziemski oczy, że nie zauważyłaś, że przestało padać.
- Ja muszę już.....-brunet podniósł się i nie pozwolił Ci dokończyć.
- Nie idź jeszcze. Proszę, jest tak miło.- jego twarz rozpromienił uśmiech.
- Przecież my w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie znam twojego imienia.-syknęłaś z oburzeniem.
- a no tak.... Jestem Nathan. A ty.?- Gdy to mówił zaczął podchodzić do Ciebie powoli.
Pomyślałaś sobie: '' Nathan-słodkie imię, tak jak on sam''.
- Dzięki- chłopak roześmiał się.
- O co ci chodzi?!?!- krzyknęłaś tak głośno, że ludzie, którzy przechodzili zaczęli patrzeć się na Ciebie jak na kogoś, kto uciekł z psychiatryka.
- No..... przed chwilą powiedziałaś, że moje imię jest słodkie tak jak ja.
- Łoszzz..... Kur*a. Ja powiedziałam na głos.?!?!?- krzyknęłaś (nieco ciszej) z niedowierzaniem.
- Taaaak.! -teraz Nath krzyknął z całych sił.
Zaczął się śmiać, a po chwili przyłączyłaś się do niego. Minęła chwila,a on był tuż obok Ciebie. Wasze oczy znowu doznały tego cudownego spojrzenia. Przypominając sobie o Jay'u odsunęłaś się i zaczęłaś mówić o czym, czego Nath się nie spodziewał.
- W jesteście z tego bandu The Wanted, tak.?- odwróciłaś wzrok na całkiem pustą ulicę i na przechodniów.
- Jesteście.???- chłopak zaczął podejrzewać, że znasz jeszcze kogoś oprócz niego.
- No ty, Jay i cała reszta.- bałaś się jak chłopak zareaguje na wieść o Jay'u.
- Więc wiesz.?!?!- chłopak zrobił to samo co ty- odwrócił wzrok i posmutniał w mgnieniu sekundy.
- Nie chcę się znowu tłumaczyć.
- Rozumiem. I tak w końcu musiałabyś się dowiedzieć.- znowu spojrzał na Ciebie tym zniewalającym spojrzeniem. Niemal podbiegł do Ciebie. Złapał za biodra. Przysunął do siebie. Dzieliły was już tylko milimetry. Chciałaś tego jak niczego więcej. Nathan chyba chciał tego samego. Nagle wasze usta się złączyły. Twoje ciało przeszył dreszcz. Był on taki delikatny i czuły. Tylko dlaczego czułaś się jakbyś kogoś zdradzała.?!? Powoli się odsunęłaś z uśmiechem na twarzy. Miałaś nadzieję, że Nath nie okażę się taki jak Jay- brutalny i chcący tylko jednego. Po paru minutach szliście przez park, trzymając się za ręce. Mówiliście sobie wszystko. Co parę chwili spoglądaliście na siebie. Byliście tacy szczęśliwi. Na początku rozmawialiście o radosnych i śmiesznych rzeczach, bo nie chcieliście psuć tej wspaniałej atmosfery. Po chwili chłopak zapytał się jakim cudem znalazłaś się w szpitalu. Nie chciałaś go okłamywać i powiedziałaś o pobiciu. W jego oczach pojawiło się przerażenie. Potem powiedziałaś o tym sms z groźbami.
- Wiem, że to dla Ciebie trudna sprawa, ale mogłabyś choć w skrócie opisać tego sms-a.?- Gdy to mówił objął cię delikatnie swoim ramieniem.
- Dobrze, więc na początku było, że jeśli nie wyniosę się ze szkoły i z miasta źle się to dla mnie skończy. Nie przejmowałam się tym na początku. No bo co mi mogli zrobić. Jednak moje przeczucia niestety się nie potwierdziły. Potem-mówiłam Ci już- gdy wyszłam z tego autobusu dostałam parę mocnych ciosów w brzuch i twarz. Następnego dnia dostałam kolejnego sms-a. Tym razem było tam napisane:
Sama tego chciałaś. Nie trzeba było przychodzić to szkoły. Jeszcze tego pożałujesz.! Witamy w Manchesterze!
____________________________________________________________________
Rozdział dedykuję Sylwii, która i tak tego nie czyta. Była ona dla mnie kimś ważnym, ale przez moją głupotę ją straciłam ;(
piątek, 15 czerwca 2012
Rozdział 7
Twoim oczom ukazała się niby zwyczajna łąka. Czym tu się zachwycać.?!?!?! Już Ci mówię. Był tam rozłożony pomarańczowy koc. Na nim stał koszyk (za pewne z jedzeniem), butelka wina, coś co wyglądało jak scrabble. Dookoła były porozstawiane świeczki. Wyglądało to tak uroczo. W końcu wyszliście z samochodu. Podeszliście bliżej i opanowała was cisza, której ty wolałaś uniknąć. Po chwili milczenia Jay zaczął rozmowę...
- No to.... usiądziemy.????- Nie czekając na twoją odpowiedź złapał Cię za rękę i pociągnął w stronę koca.
- Opowiedz mi coś o sobie- rozkazał Jay.
- A co chciałbyś wiedzieć.?
- Wszystko co możliwe- zaśmialiście się oboje.
Zaczęłaś mówić na początku z lekką nieśmiałością. Potem, gdy zobaczyłaś, że on naprawdę się tym interesuje i słucha tego co mówisz. Mówiłaś mu o swojej mamie. I o tym, że twój ojciec zerwał z tobą kontakt gdy twoja mama umarła. Potem, gdy zaczęłaś mówić o tym co zdarzyło się po wyjściu z autobusu twoje oczy napełniły łzy. Powoli zaczęły Ci spływać po policzkach. Chłopak podbiegł do ciebie, spojrzał Ci w oczy. Rozpłakałaś się jeszcze bardziej. Przytulił Cię do siebie.
-Spokojnie (twoje imię) , wszystko będzie dobrze- wyszeptał Ci do ucha. -Pomogę Ci.! razem damy radę.
- Ale jak mi możesz pomóc.??? Ty mieszkasz w Anglii. Ciągle koncertujesz.- mówiłaś to powstrzymując łzy.
Jay odsunął się od ciebie. Spojrzał tak jakby miał zaraz też się popłakać.
- skąd wiesz.???
- Jay... wiesz, że istnieje coś takiego jak telewizor.??- spojrzałaś na niego jak na głupka.
- Wiem, że jest coś takiego, ale nie sądziłem, że się dowiesz o tym kim jestem.
- Chciałeś to przede mną ukrywać.???
- Nie, ale zawsze gdy dziewczyny dowiadują się kim jestem są zazdrosne o fanki i nie puszczają mnie na wypady do klubu po koncertach.
- Idiotki-odparłaś, ocierając policzki.
Jay zaśmiał się uroczo. Przysunął się do Ciebie. Byliście coraz bliżej siebie....Ale nie mogłaś tego zrobić.! To za szybko.! Znasz tego chłopaka dwa dni, a już macie się całować.?!?!? Co prawda był uroczy, miał takie piękne oczy, ale nie chciałaś się śpieszyć. Odepchnęłaś go od siebie.
- Co się stało.?- chłopak się przestraszył, ale widać też było złość w jego oczach.
- Ja się nie chce nigdzie śpieszyć. Znamy się niecałe dwa dni.
- No i co z tego.?-w Jay'u narastała coraz większa złość.
- To z tego, że nie mam zamiaru całować się z kimś kogo w ogóle nie znam.
Jay wstał gwałtownie. Podszedł do ciebie i schwycił cię za rękę. Jego przedtem delikatny dotykstał się teraz strasznie bolesny.
- Jay, to boli.!- krzyknęłaś, próbując wyrwać się z ucisku.
- No, bo ma boleć.- spojrzałaś mu głęboko w oczy. To nie był ten sam chłopak, którego spotkałaś przed szpitalem. W twoich oczach budziło się przerażenie. Po chwili Jay odpuścił i zostawił Cię w spokoju. Ty czym prędzej złapałaś po telefon i zadzwoniłaś po taksówkę. Na szczęście przyjechała po kilku minutach. Gdy wsiadałaś do taksówki obróciłaś się w stronę Jay'a. Teraz wyglądał na zagubionego. Chyba żałował tego co zrobił.
- No to.... usiądziemy.????- Nie czekając na twoją odpowiedź złapał Cię za rękę i pociągnął w stronę koca.
- Opowiedz mi coś o sobie- rozkazał Jay.
- A co chciałbyś wiedzieć.?
- Wszystko co możliwe- zaśmialiście się oboje.
Zaczęłaś mówić na początku z lekką nieśmiałością. Potem, gdy zobaczyłaś, że on naprawdę się tym interesuje i słucha tego co mówisz. Mówiłaś mu o swojej mamie. I o tym, że twój ojciec zerwał z tobą kontakt gdy twoja mama umarła. Potem, gdy zaczęłaś mówić o tym co zdarzyło się po wyjściu z autobusu twoje oczy napełniły łzy. Powoli zaczęły Ci spływać po policzkach. Chłopak podbiegł do ciebie, spojrzał Ci w oczy. Rozpłakałaś się jeszcze bardziej. Przytulił Cię do siebie.
-Spokojnie (twoje imię) , wszystko będzie dobrze- wyszeptał Ci do ucha. -Pomogę Ci.! razem damy radę.
- Ale jak mi możesz pomóc.??? Ty mieszkasz w Anglii. Ciągle koncertujesz.- mówiłaś to powstrzymując łzy.
Jay odsunął się od ciebie. Spojrzał tak jakby miał zaraz też się popłakać.
- skąd wiesz.???
- Jay... wiesz, że istnieje coś takiego jak telewizor.??- spojrzałaś na niego jak na głupka.
- Wiem, że jest coś takiego, ale nie sądziłem, że się dowiesz o tym kim jestem.
- Chciałeś to przede mną ukrywać.???
- Nie, ale zawsze gdy dziewczyny dowiadują się kim jestem są zazdrosne o fanki i nie puszczają mnie na wypady do klubu po koncertach.
- Idiotki-odparłaś, ocierając policzki.
Jay zaśmiał się uroczo. Przysunął się do Ciebie. Byliście coraz bliżej siebie....Ale nie mogłaś tego zrobić.! To za szybko.! Znasz tego chłopaka dwa dni, a już macie się całować.?!?!? Co prawda był uroczy, miał takie piękne oczy, ale nie chciałaś się śpieszyć. Odepchnęłaś go od siebie.
- Co się stało.?- chłopak się przestraszył, ale widać też było złość w jego oczach.
- Ja się nie chce nigdzie śpieszyć. Znamy się niecałe dwa dni.
- No i co z tego.?-w Jay'u narastała coraz większa złość.
- To z tego, że nie mam zamiaru całować się z kimś kogo w ogóle nie znam.
Jay wstał gwałtownie. Podszedł do ciebie i schwycił cię za rękę. Jego przedtem delikatny dotykstał się teraz strasznie bolesny.
- Jay, to boli.!- krzyknęłaś, próbując wyrwać się z ucisku.
- No, bo ma boleć.- spojrzałaś mu głęboko w oczy. To nie był ten sam chłopak, którego spotkałaś przed szpitalem. W twoich oczach budziło się przerażenie. Po chwili Jay odpuścił i zostawił Cię w spokoju. Ty czym prędzej złapałaś po telefon i zadzwoniłaś po taksówkę. Na szczęście przyjechała po kilku minutach. Gdy wsiadałaś do taksówki obróciłaś się w stronę Jay'a. Teraz wyglądał na zagubionego. Chyba żałował tego co zrobił.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Rozdział 6
Gdy byłaś w szkole za bardzo nie przejmowałaś się tym, że znowu ktoś może Cię zaatakować. cały czas myślałaś tylko o Jay'u. Na samą myśl o spotkaniu przechodziły Cię dreszcze. Na lekcjach nie mogłaś spokojnie usiedzieć. Nareszcie dobiegł koniec lekcji. Wybiegłaś z ławki jakby się paliło. Ruszyłaś co sił w nogach do głównego wyjścia. Gdy dobiegłaś do drzwi ujrzałaś Jay'a opartego o mur szkolny. Wyglądał tak bosko.! Serce zaczęło Ci szybciej bić. Nie wiedziałaś czy zdołasz powiedzieć chociażby jedno zdanie. Wzięłaś głęboki wdech i podeszłaś to niego. Na początku Cię nie zauważył (może to przez ten tłum wybiegający ze szkoły). Klepnęłaś go lekko w plecy. Momentalnie się odwrócił. Na twój widok uśmiechnął się tak uroczo, że myślałaś, że zaraz się rozpłyniesz. Wyciągnął do ciebie rękę, którą ty w mgnieniu oka złapałaś delikatnie. Wszystko było cudowne. Gdy nagle ktoś musiał to rozwalić. Podeszła do ciebie wysoko i masywna dziewczyna. Skądś znałaś tą twarz.
- Nowa se kawalera znalazła - odparła złośliwie.
- Możesz się ode mnie odczepić.?!?! Co ja Ci takiego zrobiłam.?!?!- w twoich oczach gromadziły się łzy.
- Ej no chwila...co tu się dzieje.??- wtrącił się Jay.
- Nic... możemy już iść.?- gdy wypowiedziałaś te słowa pociągnęłaś chłopaka za rękę. Chciałaś jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Nie tak prędko - odparła zezłoszczona ''dziewczyna''.
Po tym zdaniu znów poczułaś ten straszny ból na policzku. Zakręciło Ci się w głowie. Na szczęście obok stał Jay, bo przytrzymał Cię abyś nie upadła. Gdy z tobą było już dobrze zobaczyłaś, że chłopak podchodzi do twojej prześladowczyni i zaczął coś do niej mówić. Nie zrozumiałaś zbyt wiele, bo rozmawiali szeptem. Po chwili oboje spojrzeli się na ciebie. Po czym Jay podszedł i objął Cię swym mocnym ramieniem. Podeszliście do samochodu i pojechaliście do..... No właśnie gdzie w kur..na jechaliście.??? Ciągle wypytywałaś o to swojego ''wybawiciela'' ale on nie odpowiadał. nagle stanęliście. Nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. To co zobaczyłaś było tak piekne, że się popłakałaś.
-Wiedziałem, że będzie do bani.- odparł smutnym głosem chłopak.
- Jest cudownie.- odparłaś i rzuciłaś się mu na szyję.
________________________________________________
Napisałam...uff........sory, że taki krótki ale muszę się na sprawdzian uczyć -,-
dedykuję go wszystkim którzy go czytają <3
- Nowa se kawalera znalazła - odparła złośliwie.
- Możesz się ode mnie odczepić.?!?! Co ja Ci takiego zrobiłam.?!?!- w twoich oczach gromadziły się łzy.
- Ej no chwila...co tu się dzieje.??- wtrącił się Jay.
- Nic... możemy już iść.?- gdy wypowiedziałaś te słowa pociągnęłaś chłopaka za rękę. Chciałaś jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Nie tak prędko - odparła zezłoszczona ''dziewczyna''.
Po tym zdaniu znów poczułaś ten straszny ból na policzku. Zakręciło Ci się w głowie. Na szczęście obok stał Jay, bo przytrzymał Cię abyś nie upadła. Gdy z tobą było już dobrze zobaczyłaś, że chłopak podchodzi do twojej prześladowczyni i zaczął coś do niej mówić. Nie zrozumiałaś zbyt wiele, bo rozmawiali szeptem. Po chwili oboje spojrzeli się na ciebie. Po czym Jay podszedł i objął Cię swym mocnym ramieniem. Podeszliście do samochodu i pojechaliście do..... No właśnie gdzie w kur..na jechaliście.??? Ciągle wypytywałaś o to swojego ''wybawiciela'' ale on nie odpowiadał. nagle stanęliście. Nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. To co zobaczyłaś było tak piekne, że się popłakałaś.
-Wiedziałem, że będzie do bani.- odparł smutnym głosem chłopak.
- Jest cudownie.- odparłaś i rzuciłaś się mu na szyję.
________________________________________________
Napisałam...uff........sory, że taki krótki ale muszę się na sprawdzian uczyć -,-
dedykuję go wszystkim którzy go czytają <3
Rozdział 5
Był to sms od zastrzeżonego numeru i z przerażającą treścią. Zobaczyłaś napis, który sprawił, że bałaś się cokolwiek zrobić i gdziekolwiek wyjść. Najbardziej jednak przerażało Cię to, że nie wiedziałaś od kogo to i skąd ta osoba miała twój numer. Przecież podawałaś go tylko Jay'owi. Przecież on nie wyglądał na kogoś, kto mógłby napisać Ci takie świństwo i grozić takimi rzeczami. Po chwili znów łzy pociekły to twoim lekko różowym policzku. Nie miałaś nikogo kto by Cię przytulił w takiej chwili jak ta. Postanowiłaś zadzwonić to twojej przyjaciółki z dawnej szkoły. Ona jako jedyna Cię zawsze rozumiała. Gdy z nią rozmawiałaś brzmiała nieco inaczej niż zwykle.
- Kasia, czy aby na pewno wszystko u Ciebie w porządku.???- zapytałaś ze strachem w głosie.
- Taaaak...znaczy nie...(twoje imię), nie dzwoń do mnie więcej...Przepraszam- odłożyła słuchawkę.
Myślałaś, że nie może być już gorzej. Jedyna ''przyjaciółka Cię wystawiła, zgubiłaś numer do chłopak, który bardzo Ci się spodobał, dostawałaś smsy z groźbami i jeszcze ciocia wyjechała. Próbowałaś opanować emocje, ale nic Ci już chyba nie było w stanie pomóc. Była około 2 w nocy. Postanowiłaś pooglądać TV... Może to by Cię trochę zmuliło i zasnęłabyś. Włączyłaś vive. Na początku leciała Cheryl ''Call me name''. Uwielbiałaś tą piosenkę, więc na tą chwilę humor Ci się poprawił. Gdy już chciałaś wyłączyć telewizor zaczęła lecieć jakaś piosenka, której nuta była całkiem spoko. Zobaczyłaś, że to piosenka zespołu ''The Wanted'', a piosenka nazywa się ''Glad You Came''. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałaś. Przez chwile nie zwracałaś uwagi na tych chłopaków, a po chwili postanowiłaś się im przyjrzeć. Nie mogłaś uwierzyć w to co zobaczyłaś. Przecież tam był Jay.! Myślałaś na początku, że to tylko chłopak bardzo do niego podobny. Włączyłaś laptopa i zaczęłaś szperać. Przypuszczenia zaczęły się coraz bardziej potwierdzać. ''W skład zespołu wchodzą: Max George, Siva Kanewaran, Tom Parker, Nathan Sykes i JAY MCGUINNESS. Obok było zdjęcie. Przeanalizowałaś każdego z nich po kolei. I znalazłaś to czego szukałaś. Tam był Jay.! Po chwili doznałaś kolejnego szoku. Obok Jay'a stał chłopak, który przypominał chłopaka z przystanku. Zaczęłaś intensywnie myśleć. Wszystko sprowadzało się do jednego. Przecież to mógł być właśnie ON. Jay przecież mówił, że przyszedł do kumpla. To by się zgadzało. Zrezygnowana wyłączyłaś laptopa i telewizor. Poszłaś do swojego pokoju i położyłaś się do łóżka. Miałaś w głowie tyle różnych myśli. Nareszcie udało Ci się zasnąć... Jednak nie nacieszyłaś się snem zbyt długo, gdyż po 3 godzinach zadzwonił telefon. Ujrzałaś numer Jay'a. Nie wiedziałaś czy odebrać czy nie. Postanowiłaś, że jednak nie odbierzesz. Jakby tego było mało przypomniałaś sobie o wczorajszym Smsie. Po chwili znowu zadzwonił Ci telefon. Znowu Jay. Tym razem odebrałaś.
-No czeeeeeee- krzyknął niemal w słuchawkę.
- Cześć- zniechęcona odpowiedziałaś.
-Co się stało.?!?!?
- A czemu miałoby się coś stać- skłamałaś
- Przecież słyszę. Głuchy nie jestem. Więc....
WoW.. znał Cię niecały dzień, a mówił to tak jakby znał Cię dobrych, parę lat.
- Więc.?!?!?!?!?- zapytał ponownie, ponieważ ty nie miałaś zamiaru odpowiadać.
- Ahh..... widzę, że nie masz zamiaru o tym mówić przez telefon. Chciałabyś się gdzieś spotkać.? - powiedział to tak stanowczo...., a zarazem tak jakby się Ciebie bał.
- Mam dzisiaj lekcje do 16.- odparłaś zrezygnowana.
- ooooo... odezwałaś się... to już postęp- zaśmiał się
- Hahahahaha... no widzisz- zaśmiałaś się tak słodko jak tylko umiałaś.
- To przyjadę po Ciebie po szkole, ok.???- po tych słowach poczułaś ''motyle'' w brzuchu.
- Dobrze...- podałaś mu adres szkoły i pożegnaliście się.
Jak na gwiazdę jest całkiem normalny... pomyślałaś. Musiałaś już iść do szkoły. Postanowiłaś, że dzisiaj pójdziesz pieszo, bo wolałabyś uniknąć kolejnych nieprzyjemnych spraw po wyjściu z autobusu.
_________________________________________________________
Chyba skończę pisać, bo jak czyta to tylko jedna osoba....
Rozdział dość dramatyczny (poza końcówką) , ale wyraża moje uczucia ;(
- Kasia, czy aby na pewno wszystko u Ciebie w porządku.???- zapytałaś ze strachem w głosie.
- Taaaak...znaczy nie...(twoje imię), nie dzwoń do mnie więcej...Przepraszam- odłożyła słuchawkę.
Myślałaś, że nie może być już gorzej. Jedyna ''przyjaciółka Cię wystawiła, zgubiłaś numer do chłopak, który bardzo Ci się spodobał, dostawałaś smsy z groźbami i jeszcze ciocia wyjechała. Próbowałaś opanować emocje, ale nic Ci już chyba nie było w stanie pomóc. Była około 2 w nocy. Postanowiłaś pooglądać TV... Może to by Cię trochę zmuliło i zasnęłabyś. Włączyłaś vive. Na początku leciała Cheryl ''Call me name''. Uwielbiałaś tą piosenkę, więc na tą chwilę humor Ci się poprawił. Gdy już chciałaś wyłączyć telewizor zaczęła lecieć jakaś piosenka, której nuta była całkiem spoko. Zobaczyłaś, że to piosenka zespołu ''The Wanted'', a piosenka nazywa się ''Glad You Came''. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałaś. Przez chwile nie zwracałaś uwagi na tych chłopaków, a po chwili postanowiłaś się im przyjrzeć. Nie mogłaś uwierzyć w to co zobaczyłaś. Przecież tam był Jay.! Myślałaś na początku, że to tylko chłopak bardzo do niego podobny. Włączyłaś laptopa i zaczęłaś szperać. Przypuszczenia zaczęły się coraz bardziej potwierdzać. ''W skład zespołu wchodzą: Max George, Siva Kanewaran, Tom Parker, Nathan Sykes i JAY MCGUINNESS. Obok było zdjęcie. Przeanalizowałaś każdego z nich po kolei. I znalazłaś to czego szukałaś. Tam był Jay.! Po chwili doznałaś kolejnego szoku. Obok Jay'a stał chłopak, który przypominał chłopaka z przystanku. Zaczęłaś intensywnie myśleć. Wszystko sprowadzało się do jednego. Przecież to mógł być właśnie ON. Jay przecież mówił, że przyszedł do kumpla. To by się zgadzało. Zrezygnowana wyłączyłaś laptopa i telewizor. Poszłaś do swojego pokoju i położyłaś się do łóżka. Miałaś w głowie tyle różnych myśli. Nareszcie udało Ci się zasnąć... Jednak nie nacieszyłaś się snem zbyt długo, gdyż po 3 godzinach zadzwonił telefon. Ujrzałaś numer Jay'a. Nie wiedziałaś czy odebrać czy nie. Postanowiłaś, że jednak nie odbierzesz. Jakby tego było mało przypomniałaś sobie o wczorajszym Smsie. Po chwili znowu zadzwonił Ci telefon. Znowu Jay. Tym razem odebrałaś.
-No czeeeeeee- krzyknął niemal w słuchawkę.
- Cześć- zniechęcona odpowiedziałaś.
-Co się stało.?!?!?
- A czemu miałoby się coś stać- skłamałaś
- Przecież słyszę. Głuchy nie jestem. Więc....
WoW.. znał Cię niecały dzień, a mówił to tak jakby znał Cię dobrych, parę lat.
- Więc.?!?!?!?!?- zapytał ponownie, ponieważ ty nie miałaś zamiaru odpowiadać.
- Ahh..... widzę, że nie masz zamiaru o tym mówić przez telefon. Chciałabyś się gdzieś spotkać.? - powiedział to tak stanowczo...., a zarazem tak jakby się Ciebie bał.
- Mam dzisiaj lekcje do 16.- odparłaś zrezygnowana.
- ooooo... odezwałaś się... to już postęp- zaśmiał się
- Hahahahaha... no widzisz- zaśmiałaś się tak słodko jak tylko umiałaś.
- To przyjadę po Ciebie po szkole, ok.???- po tych słowach poczułaś ''motyle'' w brzuchu.
- Dobrze...- podałaś mu adres szkoły i pożegnaliście się.
Jak na gwiazdę jest całkiem normalny... pomyślałaś. Musiałaś już iść do szkoły. Postanowiłaś, że dzisiaj pójdziesz pieszo, bo wolałabyś uniknąć kolejnych nieprzyjemnych spraw po wyjściu z autobusu.
_________________________________________________________
Chyba skończę pisać, bo jak czyta to tylko jedna osoba....
Rozdział dość dramatyczny (poza końcówką) , ale wyraża moje uczucia ;(
niedziela, 10 czerwca 2012
sobota, 9 czerwca 2012
Rozdział 4
Był tam napisany numer telefonu. Nie mogłaś przestać się gapić na tą kartkę. Nagle jakiś dzieciak Cię szturchnął. Przestraszyłaś się i wypadła Ci kartka. Chciałaś ją podnieść, ale gdy się nachyliłaś zakręciło Ci się w głowie i upadłaś na ziemię. Poczułaś nagle jakby ktoś próbował Cię podnieść. Otworzyłaś oczy i ujżałaś wysokiego chłopaka w lokach. Jego tajemnicze spojrzenie urzekło Cię od razu. Na przedramieniu miał wytatuowaną jaszczurkę. Miał na sobię obcisłą koszulkę, która uwydatniała jego mięśnie. Pomógł Ci wstać.
- Nic Ci nie jest.?- zapytał z troską w głosie.
- Nie, dziękuję- oparłaś po chwili.
- Jestem Jay- na jego twarzy pojawił się sympatyczny uśmiech.
- Jestem (twoje imię)- odpowiedziałaś i odwzajemniłaś się uroczym uśmiechem.
- Co ty tu robisz.???-zapytł po chwili milczenia.
- Miałam mały wypadek pod szkołą, ale już mnie wypisali...naszczęście. A ty co tu robisz.?- zapytałaś z ciekawości.
- Przyszłem do kumpla... Podobno miał jakiś wypadek na przystanku autobusowym. Tylko tyle mi powiedzieli.
Wtedy zrozumiałaś, że to jest przyjaciel kolesia, który dał Ci tą kartkę. Zaczęłaś się rozglądać w poszukiwaniu kartki.
- Czego szukasz.?- zapytał Jay.
- Takiej małej kartki z numerem telefonu.
Poczułaś dotyk małej ręki na plecach. Odwróciłaś się i zauważyłaś jakiegoś małolata, który trzymał twoją kartkę.
- Jeśli chcesz ją mieć z powrotem to najpierw mnie złap- oznajmił i zaczął uciekać.
- Ty gówniarzu.!!!!- wydarłaś się tak mocno, że ze szpitalnych okien zaczęli wyglądać ludzie. Zaczęłaś biegać jak oszalała, a Jay stał i śmiał się tak mocno jakby miał zaraz narobić w gacie.
- Pomóż mi, a nie stoisz i się lampisz.!- krzyknęłaś do Mr. Zabójcze Loki.
Po jakiś pietnastu młody był zmęczony tą całą gonitwą i postanowił wrzucić kartkę do oczka wodnego. Stanęłaś zrezygnowana. Jay próbował Cię pocieszyć i kupił Ci żelki. ''Skąd on wiedział, że kocham żeliki.?!?!?!'' zadawałaś sobie to pytanie... Po chwili Jay powiedział, że musi już iść i zapisaliście sobie swoje numery. Nie chciało Ci się wracać do domu więc poszłaś do Mc Donalda. Zawsze to robiłaś jak miałaś doła. Zamówiłaś sobie powiększony Mc zestaw. Usiadłaś przy wolnym stoliku i zaczęłaś się rozkoszować jedzeniem. Nigdzie Ci się nie spieszyło, dlatego jadłaś dość wolno. Gdy już zjadłaś postanowiłaś pójść do domu. Byłaś tak zmęczona po wyczerpującym i napiętym dniu, że od razu poszłaś się umyć i położyłaś się do łóżka. Nie umiałaś jednak zasnąć. Przewracałaś się z boku na bok. W twojej głowie było wiele myśli naraz. W końcu przystanęłaś na myśli ''Jakim cudem znalazłam się w szpitalu.???'' . Zaczęłaś analizować co robiłaś rano. Gdy doszłaś do sceny wyjścia z autobusu łzy napłynęły Ci do oczu. Nie wiedziałaś kto Ci to zrobił, nie wiedziałaś dlaczego. Bałaś się już chodzić do szkoły. Ogarnęła Cię bezbronność i lęk. W końcu twoje powieki zaczęły stawać się coraz cięże i cięższe. Gdy już prawie spałaś dostałaś SMS-a. Podniosłaś się myśląc, że to od cioci. Jednak twoje podejrzenia się nie sprawdziły.....
_______________________________________________________
Dedykuje te wypociny mojej Julce <3 Ladylove....czy jakoś tak :P
Dziękuję, że to czytasz <3
- Nic Ci nie jest.?- zapytał z troską w głosie.
- Nie, dziękuję- oparłaś po chwili.
- Jestem Jay- na jego twarzy pojawił się sympatyczny uśmiech.
- Jestem (twoje imię)- odpowiedziałaś i odwzajemniłaś się uroczym uśmiechem.
- Co ty tu robisz.???-zapytł po chwili milczenia.
- Miałam mały wypadek pod szkołą, ale już mnie wypisali...naszczęście. A ty co tu robisz.?- zapytałaś z ciekawości.
- Przyszłem do kumpla... Podobno miał jakiś wypadek na przystanku autobusowym. Tylko tyle mi powiedzieli.
Wtedy zrozumiałaś, że to jest przyjaciel kolesia, który dał Ci tą kartkę. Zaczęłaś się rozglądać w poszukiwaniu kartki.
- Czego szukasz.?- zapytał Jay.
- Takiej małej kartki z numerem telefonu.
Poczułaś dotyk małej ręki na plecach. Odwróciłaś się i zauważyłaś jakiegoś małolata, który trzymał twoją kartkę.
- Jeśli chcesz ją mieć z powrotem to najpierw mnie złap- oznajmił i zaczął uciekać.
- Ty gówniarzu.!!!!- wydarłaś się tak mocno, że ze szpitalnych okien zaczęli wyglądać ludzie. Zaczęłaś biegać jak oszalała, a Jay stał i śmiał się tak mocno jakby miał zaraz narobić w gacie.
- Pomóż mi, a nie stoisz i się lampisz.!- krzyknęłaś do Mr. Zabójcze Loki.
Po jakiś pietnastu młody był zmęczony tą całą gonitwą i postanowił wrzucić kartkę do oczka wodnego. Stanęłaś zrezygnowana. Jay próbował Cię pocieszyć i kupił Ci żelki. ''Skąd on wiedział, że kocham żeliki.?!?!?!'' zadawałaś sobie to pytanie... Po chwili Jay powiedział, że musi już iść i zapisaliście sobie swoje numery. Nie chciało Ci się wracać do domu więc poszłaś do Mc Donalda. Zawsze to robiłaś jak miałaś doła. Zamówiłaś sobie powiększony Mc zestaw. Usiadłaś przy wolnym stoliku i zaczęłaś się rozkoszować jedzeniem. Nigdzie Ci się nie spieszyło, dlatego jadłaś dość wolno. Gdy już zjadłaś postanowiłaś pójść do domu. Byłaś tak zmęczona po wyczerpującym i napiętym dniu, że od razu poszłaś się umyć i położyłaś się do łóżka. Nie umiałaś jednak zasnąć. Przewracałaś się z boku na bok. W twojej głowie było wiele myśli naraz. W końcu przystanęłaś na myśli ''Jakim cudem znalazłam się w szpitalu.???'' . Zaczęłaś analizować co robiłaś rano. Gdy doszłaś do sceny wyjścia z autobusu łzy napłynęły Ci do oczu. Nie wiedziałaś kto Ci to zrobił, nie wiedziałaś dlaczego. Bałaś się już chodzić do szkoły. Ogarnęła Cię bezbronność i lęk. W końcu twoje powieki zaczęły stawać się coraz cięże i cięższe. Gdy już prawie spałaś dostałaś SMS-a. Podniosłaś się myśląc, że to od cioci. Jednak twoje podejrzenia się nie sprawdziły.....
_______________________________________________________
Dedykuje te wypociny mojej Julce <3 Ladylove....czy jakoś tak :P
Dziękuję, że to czytasz <3
Rozdział 3
Gdy wyszłaś z autobusu nie minęło nawet kilka sekund, a leżałaś już na ziemi. Z nosa wyciekała Ci krew. Twój brzuch czuł mocne kopnięcia; jeden za drugim. Miotałaś się, ale to nic nie dało, gdyż po chwili podeszła do Ciebie osoba o wielkiej sile. Złapała Cię mocno za ręcę, podniosła Cię z ziemi i przycisnęła do muru. Twoja twarz poczuła pięć palców. Po chwili znów leżałaś na ziemi. Straciłaś przytomność....
2 godziny później
Ocknęłaś się. Nie wiedziałaś gdzie jesteś. Leżałaś na strasznie niewygodnym łóżku. Dookoła Ciebie były porozstawiane różne, dziwne sprzęty. Obok Ciebie stała kroplówka podłączona twojej ręki. Twoja noga była zawinięta w bandarz. Do klatki piersiowej miałaś podłączone różne kable. Obróciłaś się nieco w bok i zobaczyłaś na sąsiednim łóżku chłopaka. Jego twarz wyglądała strasznie. Szwy miał w 3 miejscach; na czole, na poliku i na podbródku. Oczy miał zamknięte. Miał nogę w gipsie. Po chwili do pokoju wszedł wysoki blondyn w białym fartuchu. W ręce trzymał kartkę i długopis. Podszedł do twojego łóżka, podał Ci kartkę i długopis. Był to wypis ze szpitala. Podpisałaś zmieszana i znów spojrzałaś na chłopaka, który najwyraźniej był po wypadku. Usłyszałaś nagle szorstki głos:
- Nie przejmuj się tym chłopakiem. Nic mu nie będzie.
- A co mu się stało.?
- Miał wypadek. Znaleziono go na przystanku autobusowym.
Gdy lekarz wypowiedział te słowa przyjrzałaś się jeszcze mocniej chłopakowi. Potem spojrzałaś na krzesło obok łóżka poszkodowanego. Ujrzałaś tą samą koszulkę, którą miał na sobie ten chłopak z przystanku. Ogarnęło Cię przerażenie.
- (twoje imię), wszystko w porządku.???- zapytał opiekuńczo lekarz.
Nic nie odpowiedziałaś.
- Czy wszystko w porządku.??? -zapytał ponownie.
Spojrzałaś na niego przygnębionymi oczami, dając mu do zrozumienia, że znasz tego chłopaka. Wstałaś z łóżka i podeszłaś do drzwi. Odwróciłaś się chcąc ostatni raz spojrzeć na bruneta. Wyglądał wtedy koszmarnie. Odczuwałaś poczucie winy. Nie wiedziałaś dlaczego. Przecież to nie była twoja wina, że wylądował w szpitalu. Mimo to obciążałaś się myślami, że to przez Ciebie. Wtedy chłopak otworzył oczy. Twoje oczy momentalnie się powiększyły. To było to samo spojrzenie co na przystanku. Chłopak chyba Cię rozpoznał, bo odrazu się podniósł. Wyciągnął rękę po długopis. Jednak był zbyt słaby, żeby go dosięgnąć. Podeszłaś do szafki, na której leżał długopis i podałaś go mu. Chłopak uśmiechnął się do Ciebie. Mimo, że jego twarz wyglądała jak u zombie wyglądało to uroczo. Odwróciłaś się na pięcie i zmierzałaś ku wyjściu. Wtedy on złapał Cię za rękę. Dreszcze przeszły po twoim ciele. Powiedziałaś po cichu:
-Ale ja muszę już iść.
Chłopak ciągle trzymał twoją rękę. W drugiej ręce natomias trzymał karteczkę. Położył Ci ją na ręce. Przestraszyłaś się. Może chłopak mylił Cię z kimś.? Może miał wstrząs mózgu i nikogo nie pamiętał.? Te myśli krążyły po twojej głowie. Wyszłaś z pokoju trzymając małą kartkę w prawej ręce. Gdy wyszłaś ze szpitala postanowiłaś zobaczyć co jest na niej napisane.
2 godziny później
Ocknęłaś się. Nie wiedziałaś gdzie jesteś. Leżałaś na strasznie niewygodnym łóżku. Dookoła Ciebie były porozstawiane różne, dziwne sprzęty. Obok Ciebie stała kroplówka podłączona twojej ręki. Twoja noga była zawinięta w bandarz. Do klatki piersiowej miałaś podłączone różne kable. Obróciłaś się nieco w bok i zobaczyłaś na sąsiednim łóżku chłopaka. Jego twarz wyglądała strasznie. Szwy miał w 3 miejscach; na czole, na poliku i na podbródku. Oczy miał zamknięte. Miał nogę w gipsie. Po chwili do pokoju wszedł wysoki blondyn w białym fartuchu. W ręce trzymał kartkę i długopis. Podszedł do twojego łóżka, podał Ci kartkę i długopis. Był to wypis ze szpitala. Podpisałaś zmieszana i znów spojrzałaś na chłopaka, który najwyraźniej był po wypadku. Usłyszałaś nagle szorstki głos:
- Nie przejmuj się tym chłopakiem. Nic mu nie będzie.
- A co mu się stało.?
- Miał wypadek. Znaleziono go na przystanku autobusowym.
Gdy lekarz wypowiedział te słowa przyjrzałaś się jeszcze mocniej chłopakowi. Potem spojrzałaś na krzesło obok łóżka poszkodowanego. Ujrzałaś tą samą koszulkę, którą miał na sobie ten chłopak z przystanku. Ogarnęło Cię przerażenie.
- (twoje imię), wszystko w porządku.???- zapytał opiekuńczo lekarz.
Nic nie odpowiedziałaś.
- Czy wszystko w porządku.??? -zapytał ponownie.
Spojrzałaś na niego przygnębionymi oczami, dając mu do zrozumienia, że znasz tego chłopaka. Wstałaś z łóżka i podeszłaś do drzwi. Odwróciłaś się chcąc ostatni raz spojrzeć na bruneta. Wyglądał wtedy koszmarnie. Odczuwałaś poczucie winy. Nie wiedziałaś dlaczego. Przecież to nie była twoja wina, że wylądował w szpitalu. Mimo to obciążałaś się myślami, że to przez Ciebie. Wtedy chłopak otworzył oczy. Twoje oczy momentalnie się powiększyły. To było to samo spojrzenie co na przystanku. Chłopak chyba Cię rozpoznał, bo odrazu się podniósł. Wyciągnął rękę po długopis. Jednak był zbyt słaby, żeby go dosięgnąć. Podeszłaś do szafki, na której leżał długopis i podałaś go mu. Chłopak uśmiechnął się do Ciebie. Mimo, że jego twarz wyglądała jak u zombie wyglądało to uroczo. Odwróciłaś się na pięcie i zmierzałaś ku wyjściu. Wtedy on złapał Cię za rękę. Dreszcze przeszły po twoim ciele. Powiedziałaś po cichu:
-Ale ja muszę już iść.
Chłopak ciągle trzymał twoją rękę. W drugiej ręce natomias trzymał karteczkę. Położył Ci ją na ręce. Przestraszyłaś się. Może chłopak mylił Cię z kimś.? Może miał wstrząs mózgu i nikogo nie pamiętał.? Te myśli krążyły po twojej głowie. Wyszłaś z pokoju trzymając małą kartkę w prawej ręce. Gdy wyszłaś ze szpitala postanowiłaś zobaczyć co jest na niej napisane.
Rozdział 2
Następnego dnia wstałaś dość wsześnie. Spojrzałaś na zegarek i zobaczyłaś, że masz jeszcze godzine do pójścia do szkoły. Zrobiłaś to co robiłaś każdego ranka. Szybki prysznic, ubrałaś się, spakowałaś książki i poszłaś zrobić sobie śniadanie. Gdy weszłaś do kuchni zobaczyłaś leżącą na stole małą kartkę. Nie wiedziałaś czego się spodziewać. Było tam napisane:
''Kochana (twoje imię)!
Muszę wyjechać na kilka dni do sanatorium. Z moim zdrowiem nie jest najlepiej, ale nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jesteś silną dziewczyną i jestem pewna, że sobie poradzisz. Wrócę najszybciej jak tylko będę mogła. Tu masz pieniądze.
Ciocia
P.S. Powodzenia w szkole.!''
Nie wiedziałaś co masz o tym myśleć. Było Ci smutno. Ledwo co przyjechałaś do tego, zupełnie Ci obcego, miasta, a już zostałaś sama. Wzięłaś pieniądze ze stołu i poszłaś schwać je do portfela. Później zrobiłaś sobie śniadanie i poszłaś na autobus. Gdy dotarłaś na przystanek miałaś jeszcze 20 minut do przyjazdu autobsu. Usiadłaś na ławce i postanowiłaś powtórzyć sobie wiadomości z biologi. Po pewnym czasie poczułaś się tak jakby ktoś Cię obserwował. Podniosłaś wzrok znad książki i zobaczyłaś bruneta o głębokim spojrzeniu. Miał na sobie bluzkę z napisem ''Game Over'', czarną czapkę i niebieskie Conversy. Patrzyliście się na siebie dłuższą chwilę. Nagle podjechał autobus. Wstałaś z ławki i weszłaś do autobusu. Ciągle nie mogłaś przestać myśleć o tajemniczym brunecie. Gdy dojechałaś do szkoły czekała na Ciebie nieprzyjemna niespodzianka....
''Kochana (twoje imię)!
Muszę wyjechać na kilka dni do sanatorium. Z moim zdrowiem nie jest najlepiej, ale nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jesteś silną dziewczyną i jestem pewna, że sobie poradzisz. Wrócę najszybciej jak tylko będę mogła. Tu masz pieniądze.
Ciocia
P.S. Powodzenia w szkole.!''
Nie wiedziałaś co masz o tym myśleć. Było Ci smutno. Ledwo co przyjechałaś do tego, zupełnie Ci obcego, miasta, a już zostałaś sama. Wzięłaś pieniądze ze stołu i poszłaś schwać je do portfela. Później zrobiłaś sobie śniadanie i poszłaś na autobus. Gdy dotarłaś na przystanek miałaś jeszcze 20 minut do przyjazdu autobsu. Usiadłaś na ławce i postanowiłaś powtórzyć sobie wiadomości z biologi. Po pewnym czasie poczułaś się tak jakby ktoś Cię obserwował. Podniosłaś wzrok znad książki i zobaczyłaś bruneta o głębokim spojrzeniu. Miał na sobie bluzkę z napisem ''Game Over'', czarną czapkę i niebieskie Conversy. Patrzyliście się na siebie dłuższą chwilę. Nagle podjechał autobus. Wstałaś z ławki i weszłaś do autobusu. Ciągle nie mogłaś przestać myśleć o tajemniczym brunecie. Gdy dojechałaś do szkoły czekała na Ciebie nieprzyjemna niespodzianka....
piątek, 8 czerwca 2012
Rozdział 1
Właśnie przed chwilą dowiedziałaś się, że musisz się przeprowadzić do innego, bardzo odległego, miasta. Oczywiście to wiąże się ze zmianą szkoły. Już mało Cię to obchodzi.... Przecież zmieniałaś szkołe już tyle razy. Jeden w tą czy w tą niczego nie zmieni.
Nadszedł dzień przeprowadzki.
-(twoje imię), spakowałaś wszystkie rzeczy.?- spytała, jak zwykle nadopiekuńcza ciotka.
- Tak ciociu, mam wszystko.
Droga była bardzo męcząca. Marzyłaś tylko o tym aby wysiąść z tego auta, który o tej porze roku był istną sauną. Gdy dotarłaś na miejsce niemalże wypadłaś z samochodu i padłaś plackiem na ziemię.
-Ziemia....moja kochana Ziemia- odparłaś ''wtulając'' głowę w gorący asfalt.
Minęło kilka dni zanim oswoiłaś się z nowym otoczeniem. Przed tem mieszkałaś na terenie nizinnym, a teraz znajdowałaś się niemalże nad morzem. Byłaś już prawie rozpakowana. Ciuchy miałaś już w szafie. zeszyty i książki na półce. Kosmetyki były już w łazience. Jednak postanowiłaś sprawdzić czy w walizce nic nie zostało. Zaczęłaś szperać po różnych kieszeniach i przegródkach... Nagle twoja dotknęła czegoś kwadratowego i jakby ze szkła. Wyciągnęłaś ten przedmiot domyślając się co to mogło być. Było to zdjęcie twojej mamy. Na zdjęciu miała taki wspaniały uśmiech. Jej niebieskie oczy śmiały się same w sobie. Miała wtedy na sobie zielony sweterek i trzymała Cię na rękach. Miałaś wtedy około 2 latka. Nagle poczułaś jakby coś miało Cię rozerwać od środka. Nigdy czegoś takiego nie czułaś. Do twoich oczu zaczęły napływać łzy. Poczułaś, że zaczynają Ci powoli spływać po policzku. Po chwili łzy lały się strumieniami. Chociaż minęło już tyle lat od śmierci twojej mamy wciąż nie mogłaś się pozbierać. Coraz częściej zaczęło Ci jej brakować. Nie miałaś nikogo, kto by cię przytulić tak jak robiła to ona. Wtedy do twojego pokoju weszła ciocia. Szybko otarłaś łzy, włożyłaś zdjęcie do szuflady i odwróciłaś się ze sztucznym uśmiechem.
-(twoje imię), kolacja jest już gotowa.
-Dobrze. Już idę.
Po kolacji poszłaś się umyć. Potem poszłaś się położyć do łóżka. Ciągle rozmyślałaś o mamie.
__________________________________
krótki mi wyszedł, ale i tak za pewne nikt nie będzie tego czytał
Właśnie przed chwilą dowiedziałaś się, że musisz się przeprowadzić do innego, bardzo odległego, miasta. Oczywiście to wiąże się ze zmianą szkoły. Już mało Cię to obchodzi.... Przecież zmieniałaś szkołe już tyle razy. Jeden w tą czy w tą niczego nie zmieni.
Nadszedł dzień przeprowadzki.
-(twoje imię), spakowałaś wszystkie rzeczy.?- spytała, jak zwykle nadopiekuńcza ciotka.
- Tak ciociu, mam wszystko.
Droga była bardzo męcząca. Marzyłaś tylko o tym aby wysiąść z tego auta, który o tej porze roku był istną sauną. Gdy dotarłaś na miejsce niemalże wypadłaś z samochodu i padłaś plackiem na ziemię.
-Ziemia....moja kochana Ziemia- odparłaś ''wtulając'' głowę w gorący asfalt.
Minęło kilka dni zanim oswoiłaś się z nowym otoczeniem. Przed tem mieszkałaś na terenie nizinnym, a teraz znajdowałaś się niemalże nad morzem. Byłaś już prawie rozpakowana. Ciuchy miałaś już w szafie. zeszyty i książki na półce. Kosmetyki były już w łazience. Jednak postanowiłaś sprawdzić czy w walizce nic nie zostało. Zaczęłaś szperać po różnych kieszeniach i przegródkach... Nagle twoja dotknęła czegoś kwadratowego i jakby ze szkła. Wyciągnęłaś ten przedmiot domyślając się co to mogło być. Było to zdjęcie twojej mamy. Na zdjęciu miała taki wspaniały uśmiech. Jej niebieskie oczy śmiały się same w sobie. Miała wtedy na sobie zielony sweterek i trzymała Cię na rękach. Miałaś wtedy około 2 latka. Nagle poczułaś jakby coś miało Cię rozerwać od środka. Nigdy czegoś takiego nie czułaś. Do twoich oczu zaczęły napływać łzy. Poczułaś, że zaczynają Ci powoli spływać po policzku. Po chwili łzy lały się strumieniami. Chociaż minęło już tyle lat od śmierci twojej mamy wciąż nie mogłaś się pozbierać. Coraz częściej zaczęło Ci jej brakować. Nie miałaś nikogo, kto by cię przytulić tak jak robiła to ona. Wtedy do twojego pokoju weszła ciocia. Szybko otarłaś łzy, włożyłaś zdjęcie do szuflady i odwróciłaś się ze sztucznym uśmiechem.
-(twoje imię), kolacja jest już gotowa.
-Dobrze. Już idę.
Po kolacji poszłaś się umyć. Potem poszłaś się położyć do łóżka. Ciągle rozmyślałaś o mamie.
__________________________________
krótki mi wyszedł, ale i tak za pewne nikt nie będzie tego czytał
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
